WIRTUALNA ASYSTENTKA: ZAWÓD IDEALNY DLA MAM

WIRTUALNA ASYSTENTKA: ZAWÓD IDEALNY DLA MAM

 

Jednym z powodów, które sprawiły, że dzisiaj jestem wirtualną asystentką, była potrzeba znalezienia równowagi między pracą a rodziną. Mając córkę w wieku szkolnym zależało mi na tym aby ustawić mój harmonogram pracy biorąc pod uwagę także jej potrzeby.

Jej pierwsze lata życia uregulowane były zasadami jakie wymuszala rzeczywistość w jakiej wtedy żyłam: pracownik biurowy na niepełnym etacie. Minimalne macierzyńskie przez zaledwie 5 miesięcy i traumatyczny powrót do pracy. Na szczeście córka była pod opieką kochających dziadków ale noce z niemowlakiem bywają baaaardzo długie i prawie nigdy regenerujące. Faktem jest, że tamten okres wspominam jako jeden z najtrudniejszych w moim życiu.

Odkąd zdecydowałam się na pracę autonomiczną sama mogę ustalić w jakich godzinach pracować i kiedy być z moimi bliskim: wtedy, gdy uważam to za potrzebne lub po prostu, kiedy mam na to ochotę.

Nasze poranki wygladają teraz inaczej. Rano odprowadzam córkę do szkoły. Jest to zupełnie inna scena od tej, która wcześniej powtarzała się każdego poranka. Po pierwsze nie potrzebuję auta (dojeżdżałam do pracy około 25 km) i spacerem pokonujemy dystans z domu do szkoły. Mamy czas, żeby porozmawiać, jestem tylko dla niej. Nie patrzę nerwowo na zegarek i nie poganiam jej bez przerwy. Po prostu z nią jestem. Muszę przyznać, że jest bardzo szczęśliwa z nowej zaistniałej sytuacji.

Zanim dokonałam zmian w moim życiu, czułam, że moje życie może być lepsze. Że może być niejako uszyte na moją miarę. Coraz trudniej było mi znieść ramki, w które wcisnęłam się jako młoda dziewczyna. Ograniczały mnie i powodowały codzienną frustrację.

Moje ówczesne potrzeby były jasne:

Czułam, że mogę kontynuować pracę, robiąc coś, co mi się podoba, co pomaga mi rozwijać się na poziomie osobistym i zawodowym.

– Chciałam uczestniczyć w życiu mojej córki i nie tylko dbać o jej potrzeby „fizyczne”, ale także, a zwłaszcza te „emocjonalne

– Chciałam zarządzać wszystkimi zobowiązaniami jednocześnie ciesząc się małymi radościami dnia codziennego a nie ryzykując załamanie nerwowe.

Kiedy przypadkiem trafiłam na artykuł, który mówił o zawodzie wirtualnej asystentki od razu zrozumiałam, że to coś dla mnie. Coś co pozwala ci na niezależność i łagodne przejście z pracy dla kogoś na pracę według własnych zasad. Zaczęłam szukać w internecie i trafiłam na kurs Mary. Wiedziałam, że muszę w niego zainwestować, tak aby mieć solidne podstawy i zacząć wreszcie zmieniać moje życie.

Dzisiaj, gdybym miała podsumować mój typowy dzień pracy, miałabym z tym kłopoty, ponieważ w rzeczywistości nie istnieje coś takiego jak jeden stały schemat. Jest ich wiele w zależności od pory roku i stanu zdrowia całej rodziny. I to jest właśnie równowaga między życiem zawodowym a prywatnym, której potrzebowałam.

Mam typową wersję na rok szkolny, która dostosowuje się do godzin lekcyjnych i zajęć pozaszkolnych mojej córki.

Inna wersja zarezerwowana jest na okresy chorobowe, w których wliczone są nieprzewidziane godziny oczekiwania na pediatrę, czy też wizyty specjalistyczne o różnych godzinach.

Mam też wersję świąteczną i tą od długich weekendów, kiedy to budzimy się później.

Najlepsza jest ta na sezon letni. Teraz wakacje są o wiele dłuższe i nie musimy czekać do urlopu żeby gdzieś wyjechać. Już w czerwcu (we Włoszech dzieci kończą szkołę w pierwszym tygodniu czerwca) wyjeżdżamy na pierwsze wakacje i w zależności od wybranego miejsca, ustalam moje godziny pracy.

Moje podręczne biuro, czyli torba z laptopem i notatnikiem, oczywiście zawsze jest gotowa na każdą okazję!

Jeśli zdarzy się wiele niespodziewanych zobowiązań w ciągu dnia, wtedy kończę pracę w godzinach wieczornych. I w tym wypadku mi to nie ciąży. Bo na przykład … mogłam podziwiać córkę na lekcji tańca czy też cieszyć się rodzinnym wypadem w góry w środku tygodnia, unikając chaosu i wysokich cen weekendowych.

Bardzo lubię swoją pracę. Przede wszystkim dlatego, że pozwala mi się rozwiajać. I to ja decyduję w którym kierunku. Dzisiaj często robię nowe rzeczy i poznaję nowych ludzi od których wiele się uczę. Dzięki temu rodzą się nowe możliwości i nowe współprace. Tylko w ciągu 1 roku nauczyłam się więcej nowych rzeczy, niż w ciągu ostatnich 13 lat pracy na etacie.

Oczywiście ta elastyczność i różnorodność pracy zdalnej, wymaga dużej dyscypliny i trzeba się jej także nauczyć. Równocześnie jest to fantastyczna okazja nie tylko dlatego, że pozwala mi zaoszczędzić na kwotach, które dotychczas wydawałam na zielone szkoły czy też opiekunki do dzieci, ale przede wszystkim dlatego, że pozwala mi znaleźć równowagę między pracą a rodziną niezbędną do realizacji w roli kobiety i matki.

Dzieci potrzebują nas nie tylko wtedy, gdy są mali. Również wtedy, gdy wkraczają w okres nastoletni na przykład … bardzo delikatna chwila! Cieszę się, że będę blisko niej w tym wymagającym czasie.

Aktualnie moi rodzice sa zdrowi i zupełnie autonomiczni ale wiem, że mam możliwość tak ustalić moje godziny pracy aby być blisko w momencie, w którym będą mnie potrzebować.

Jak ty przeżywasz swoją rolę matki? Czy jest coś, co chciałbyś zmienić?

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *